RSS
środa, 25 marca 2009
Znikanie

Czy znikanie istnieje? :) Ja nie znikam nigdy. Ciągle jestem, tylko świat nie zawsze jest ze mną tak samo. I nie jest tak, że jest to zamierzone. Właściwie to tęsknię za obecnością świata takiego stałego, niezmiennego - świata na moją miarę. Nie w sensie rozmiaru, tylko w sensie dopasowania. Coś takiego jak marynarka uszysta specjalnie dla garbatego (dla garbatej - żeby nie było dyskryminacji płci). Jest jednak tak, że i świat wydaje się być ciągle i ja niby w taki właśnie sposób istnieję, ale nie jest tak do końca. Tyle jest przestrzeni pomiędzy.

Wypełnia mnie wdziecznością chwila, gdy doświadczam, że jest ktoś kto zauważa moją nieobecność.

Dziękuję. :)

09:34, ziemia_nowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 stycznia 2009
Tango
Próbuję zebrać materiał, co wiąże się z wieloma rozmowami. A każda rozmowa jest jak taniec. Jak tango. To ja zapraszam, więc to ja prowadzę i to ode mnie oczekuje się, że swojego partnera poprowadzę tak, żeby ładnie wyglądał. Tu energicznie odchylona w bok głowa, tam róża za uchem, albo szczególnie wyrafinowany układ kroków. Czy moi partnerzy są egoistami? Przecież zgodzili się na to tango i tańczą jak umieją najlepiej... Czy wymagam za dużo, jeśli marzy mi się, żeby dostrzegli w tym tańcu partnerstwo?
14:48, ziemia_nowa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Zimno

Jest zimno. Parę dni temu minęło święto miłości i rodziny. To pewnie dlatego. Bo lodówki  były tak potwornie zapchane, bo w koszu na śmieci upychało się tyle opakowań po nowo zakupionych towarach. A wszystko z miłości i na szczęście.

Powitany radośnie Nowy Rok, nawet jeśli się wpychał na siłę, bo nie każdy go przecież zapraszał. Ja posiedziałabym sobie jeszcze chętnie trochę razem z tym starym. Był całkiem sympatyczny. I taki znajomy. Czy zawsze trzeba się cieszyć na nowe?

21:46, ziemia_nowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2008
Agrafka

Agrafka jest wspaniałym urządzeniem. Małym, nieskomplikowanym, obdarzonym sensem nie budzącym żadnych wątpliwości. Agrafką można coś do czegoś przypiąć.

Nie powinno się jednak przechodzić tak zupełnie obojętnie nad faktem, że, żeby ro zrobić, najpierw trzeba coś przekłuć, przebić - i to najlepiej dwa razy i w dwóch bytach. Dwa razy dwa jest cztery. Cztery dziury, żeby coś złączyć. Czy to wystarczy? Porównując tę liczbę dziur to ich liczby, która jest konieczna, żeby coś zszyć na stałe, to widać jak na dłoni, że cztery dziury to zdecydowanie za mało. Spinanie czegoś agrafką to prowizorka, chwilowość. Ale jeśli jednym z tych spinanych bytów jestem ja sama, to jak ocenić wartość tych dwóch dziur? Machnąć na nie lekceważąco ręką? Tak, można je uznać za niewarte zachodu. Jednak z drugiej strony właśnie ta minimalność może świadczyć o tego stwierdzenia zupełnym przeciwieństwie. Jeśli same z siebie znaczą niewiele, to w nadawaniu im znaczenia odkryć trzeba dobrowolność. Kto wie, może nawet dobrowolność doskonałą? Jakież to porywające słowo: dobrowolność! Czyli dobra wolność. Czy wolność może być zła? Jeśli ma być najwyższym dobrem człowieka, to czy może być zła? Ale to słowo jest przecież. Istnieje. Zrodziło się. Do czego może nas doprowadzić przyglądanie się słowom?

Czym jest słowo? Skąd się bierze? Czy to rzeczywistość wymusza narodziny słów, czy to słowa rodzą rzeczywistość? Pewnie i jedno, i drugie. Odwieczne perpetum mobile. Jest więc dobra wola i zła wola. Jest jednak tylko dobrowolność, złowolności nie ma. Dlaczego? Czego nauczyć może nas ta próżnia? Jeśli czegoś nie ma tam, gdzie przecież mogłoby być, to czy warto się tej próżni przyjrzeć, czy nie? A może to tylko czary mary? Przypadek po prostu? Jeśli złowolność jest, tylko nazywa się inaczej? Jeśli złowolność to obowiązek? Obowiązek. Obo - wiązek. Coś związane z obu stron? Związanych dwoje? Związanych, nie spiętych. Tak na chwilę. Agrafką. Ale kto zna prawdziwą długość chwili?

Zacznę więc chyba cenić te dwie dziury agrafkowe. Dobrowolne. Cenić właśnie za ich lekkość i prowizoryczność, za to niepewne trwanie. Lekki sprzeciw na związanie z końców obu. Dwie małe dziurki przez które będę mogła zerkać sobie w przestrzeń niezwiązaną obowiązkiem.

09:33, ziemia_nowa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 października 2008
Czekanie

Czy czekanie może być dobre? I jak czekać najlepiej? Siedząc w fotelu i patrząc przez okno? Czy może lepiej chodząc dookoła stołu? A może udając, że wcale się nie czeka?

Właściwie to wcale nie chcę czekać. Wolałabym się od tego czekania uwolnić. Zsunąć to czekanie z siebie jak płaszcz. Powoli, rozkoszując się każdym centymetrem opuszczającego moje ciało materiału i nasłuchując tego ledwo słyszalnego uderzenia guzików o podłogę. Odwróciłabym się wtedy na pięcie ruchem lekkim i swobodnym, spojrzała przed siebie, wysunęła nogę jak do tańca i poszła prosto przed siebie. Więc dlaczego tego nie robię? W czekaniu najgorsze jest właśnie to, że nie ma kogo zapytać.

Chyba, że nie czeka się samemu... Najtrudniej jest czekać wtedy, gdy świat nie czeka z nami. Gdy w ogóle nic nie robi sobie z tego samotnego czekania tej niewiele znaczącej pojedynczości i zupełnie niefrasobliwie wypełniony jest po brzegi ruchem wszelkim i zaczepia nas, zaprząta, szarpie. Ach, ten świat! Czyż można oczekiwać od niego, że zatrzyma się choć na chwilę? Nie można przecież.

I zostaje się z czekaniem samemu. Jakby się było przypiętym agrafką do zostawionego w szatni płaszcza. Niby można by tę agrafkę rozpiąć, ale igła kłuje za bardzo. Czy można pozbyć się tego kłucia tak bez słowa, byle jakim gestem?

11:30, ziemia_nowa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 września 2008
W południe

W południe warto byłoby się zatrzymać chociaż na chwilę. Kiedyś o dwunastej w programie pierwszym Polskiego Radia nadawali hejnał mariacki. Najpierw 12 krótkich sygnałów, potem takie "pyk" i któtka cisza. Po chwili słychać było kroki, oddech i... trąbka. Kroki, oddech, trąbka - wszystkiego cztery razy. Nawet nie wiem, czy jeszcze to nadają. Cały świat jakby wtedy zamierał. To znaczy cała Polska, ale Polska była wtedy całym światem. Jakby świat poza tym krajem nie był już światem. Teraz świat jest o wiele większy. Za duży, aby móc zamrzeć na chwilę, nawet najmniejszą. Tyle rzeczy w tym świecie nie śpi nigdy. Na przykład pieniądze, albo internet.

Myślę sobie teraz o tym człowieku, który na tej trąbce grał. Jakie wspaniałe miał życie! W chwili, gdy słońce stoi w zenicie (to słońce, które kiedyś było bogiem, a które teraz stało się wyłącznie elementem udanego urlopu), wchodził na wieżę, otwierał po kolei każde z okien wychodzących na cztery strony świata - i grał. Wzywał, wołał, może upominał. Nad głowami, nad dachami, nad drzewami. Blisko nieba. I tak codziennie.

12:28, ziemia_nowa
Link Komentarze (3) »
środa, 17 września 2008
W nocy
Nie udało się to cudo ze znalezieniem ciepłego miejsca. Może innym razem. Dzisiaj znowu natłok pytań. Paląca potrzeba, żeby usłyszeć słowa, które uspokoją, wyciszą. Niezaspokojona. Na przeciw tylko egoizm inny niż mój. Nie chodzi przecież o walkę. I mój egoizm, i ten drugi chcą tego samego - odrobiny wytchnienia, może jeszcze takiego lekkiego zawrotu głowy. Wszystko po to, aby poczuć lekkość, aby móc odpłynąć w przestrzeń nie zastawioną koniecznościami i wszystkim tym, co trzeba. Koniecznie i codziennie.
23:46, ziemia_nowa
Link Dodaj komentarz »
Początek
Początek nie jest dobry. Jest zimno i nawet nie wiem, kim chciałabym dzisiaj być. Może jakimś małym, cichym i sprytnym zwierzątkiem, które umie sobie znaleźć ciepłe i bezpieczne miejsce. O ile takie miejsca istnieją.
10:18, ziemia_nowa
Link Dodaj komentarz »